Kocham poniedziałki!

Dokonałam niemożliwego, odczarowałam najgorszy dzień tygodnia i zakochałam się w poniedziałku. Spytacie pewnie, jak to możliwe?  Możliwe również, że przeczytawszy poniższe linijki uznacie mnie za wariatkę, pomyślicie że ma niezłe fiu bźdiu w głowie i pora dorosnąć... Ale istnieje również opcja, że mój sposób kogoś zainspiruje do pozytywnych zmian.

Większość osób w niedzielę wieczorem przeżywa lekką depresję, kończą się dni wolne, które spędzaliśmy na relaksie i przyjemnościach, a nastepny poranek często oznacza powrót na wiele godzin do nielubianego miejsca, stresu, pośpiechu, obowiązków. Ja natomiast od kilku tygodni jestem mega podekscytowana, nastawiam budzik na 6 rano i kłade się spać z uśmiechem na ustach.

W poniedziałkowy poranek wyskakuję z łóżka przy pierwszym dźwięku budzika i biegnę... włączyć telewizor!
Oglądam „Grę o tron”.




Wspominałam kiedyś na łamach bloga, że kocham sagę Pieśni Lodu i Ognia G.R.R. Martina, tak samo uwielbiam serial.  Obecnie doszło do bardzo specyficznej sytuacji, ponieważ ekranizacja książek wyprzedziła pierwowzór (od kilku lat nie możemy się doczekać publikacji „Wichrów Zimy”). Każdy kolejny odcinek jest ciekawszy, potwierdza lub zaprzecza fanowskim teoriom, daje odpowiedzi na wiele zagadek, które autor postawił w książkach.


Przechodząc do sedna – oglądnięcie najnowszego odcinka ulubionego serialu w poniedziałek z samego rana nastraja mnie super pozytywnie na cały kolejny dzień, a nawet tydzień. Nie będę nikogo kategorycznie zachęcać do tego samego, ale spróbujcie wygospodarować godzinę wcześnie rano na to, co lubicie. Może jogging o wschodzie słońca (to praktykuję w inne dni tygodnia;)), a może pyszna kawa i przegląd prasy, dłuższy spacer i zabawa z psem... Wprowadźcie w poniedziałkowy rozkład dnia coś, na co będziecie czekać z utęsknieniem cały tydzień. Mały rytuał przyjemności, dzięki któremu optymistycznie nastawieni wdrążycie się w codzienne obowiązki.  

Ja mogę się doczekać kolejnego poniedziałku! A Wy?


Czytaj dalej »

Przyjaźń na emigracji


W ramach kolejnego projektu Klubu Polki Na Obczyźnie piszemy o wszystkich aspektach związanych z przyjaźnią, podtrzymywaniem więzi oraz poznawaniem nowych osób z perspektywy emigranckiej. 

 
Chciałam wrzucić jakąś ładną grafikę z  coelhowskim cytatem w stylu "lata lecą, a nasza przyjaźń trwa niezmiennie", ale alkohol i sarkazm dużo bardziej do mnie przemówił


Zanim na stałe zamieszkałam na Cyprze, miałam spore grono przyjaciół w Polsce. Jestem introwertykiem, ale dosyć łatwo nawiązuje nowe znajomości. Praktycznie na każdym etapie życia poznawałam świetne osoby, z którymi nadal utrzymuję bliskie relacje.
Mam przyjaciółki z podstawówki, kilkuosobową grupę z którą trzymam się od zawsze (i mam nadzieję na zawsze). Byłyśmy w jednej klasie przez osiem lat, wszystkie mieszkałyśmy na jednym osiedlu, znamy się jak łyse konie. Pomimo, iż kilka z nas wyjechało z Krakowa, a nawet z Polski, to łączy nas bardzo silną więź. Jestem niezmiernie wdzięczna za to, że żyjemy w erze internetu, smartfonów i facebooka, ponieważ te narzędzia pozwalają nam być na bieżąco z najważniejszymi wydarzeniami jak i życiem codziennym. Grupowe czaty na Messangerze rządzą!

Mam również przyjaciółkę z liceum, z którą nie mam częstego kontaktu, ale jak tylko uda nam się spotkać, to potrafimy gadać godzinami. Wspólne pasje, pielęgnowanie wspomnień i kilka drinków, to nasza recepta na odświeżenie długoletniej relacji.

W czasach studiów miałam bardzo wielu znajomych, to był czas mojej najbardziej zintensyfikowanej aktywności towarzyskiej. Udawało mi się poznawać ze sobą różne bliskie mi osoby, które nawiązywały coraz lepsze relacje, tak że mam na sumieniu kilka par. Uwielbiałam organizować imprezy, na których zbierałam wszystkich moich przyjaciół, na których pomimo pochodzenia z różnych środowisk, wszyscy świetnie się bawiliśmy.  Niestety, kilkoro przyjaciół, których poznałam w tamtym okresie i kiedyś byli ogromną częścią mojego życia, przestało być w nim obecnym teraz. Kontakty się pourywały, zmieniły się priorytety. Trochę mi żal, chociaż to naturalna kolej rzeczy, ludzie się zmieniają, a czas i odległość weryfikuje tych najwierniejszych.  Na szczęście jedna, prawdziwa przyjaźń z tego okresu przetrwała. Mimo iż moja przyjaciółka jest na innym etapie życia, zmaga się z zupełnie inną rzeczywistością, to świetnie się rozumiemy, a nasze rozmowy na Skype kończą się przez rozładowane baterie w telefonach i laptopach.


Po przyjeździe na Cypr czułam się trochę samotna. We wszelkich relacjach zawieranych w pracy staram się nie przekraczać pewnej granicy prywatności. Mam sporo koleżanek, ale wolę być zdystansowana, a przy okazji omija mnie sporo dramy.  Odpowiedzią na zubożone życie towarzyskie było dla mnie rozpoczęcie pisania tego bloga. Spędzałam sporo czasu w blogosferze, poznałam wiele fajnych dziewczyn, z którymi utrzymywałam kontakt online. Natomiast za największą wartość dodatnią bloga, uważam to, że dzięki niemu zapoznałam się z moją rówieśniczką, mieszkającą w tym samym mieście na wyspie, z którą dzielimy wiele zainteresowań i poglądów na świat . Wirtualna znajomość, która dała początek przyjaźni, w kolejnym rozdziale mojego życia. 
Czytaj dalej »

Co mnie zaskoczyło w Rzymie

W ubiegłym miesiącu udało mi się spełnić jedno z moich podróżniczych marzeń – zwiedziłam Rzym. Mimo iż była to krótka wizyta, to udało mi się zobaczyć najważniejsze zabytki, jak również poczuć magiczną atmosferę Wiecznego Miasta.



Chcąc utrwalić wspomnienia, jak również przemycić kilka wskazówek dla tych z Was, którzy w przyszłości wybiorą się do solicy Włoch (a jest to zdecydowanie jedno z tych miejsc, które każdy powinien zobaczyć), stworzyłam listę rzeczy, które najbardziej mnie w Rzymie zaskoczyły.

1.       Oszuści – to może nie jest optymistyczny początek, ale w Rzymie trzeba mieć się na baczności, ponieważ turysta, zwłaszcza zmęczony to łatwy łup, a w mieście pełno jest różnej maści krętaczy i złodzieji. Sprzedawcy fałszywych biletów  Nawet w porządnie wyglądającym sklepie sprzedawca potrafi z uśmiechem na ustach oszukać na wydawanej reszcie. Przy każdej większej atrakkcji pełno jest naganiaczy i pseudoprzewodników, którzy oferują bilety wstępu po  "okazyjnych cenach". Zdecydowanie lepiej jest uniknąć kilometrowych kolejek kupując wejściówki np. do muzeum watykańskiego online. 

2.       Imigranci z Indii i Pakistanu – wydawać by się mogło, że ze względu na położenie, w Rzymie będzie sporo imigrantów z krajów Afryki Północnej.  Nic bardziej mylnego. Ulice przepełnione są niezwykle przedsiębiorczymi Pakistańczykami, których trzon działalności opiera się na wciskaniu turystom selfi-sticków, przenośnych baterii oraz zależnie od warunków pogodowych wody/czapeczek/parasoli. W okolicach Koloseum ciężko stwierdzić czy więcej jest turystów czy ulicznych sprzedawców. Rada: najlepiej już w pierwszy dzień wizyty w Rzymie zaopatrzyć się w  selfiestick, by później mieć czym upierdliwców odganiać.
                            
3.       Ceny piwa – wiadomo, że piwo to nie jest narodowy trunek włoski, ale wielu turystów po dniu spędzonym na przemierzaniu kilometrów pomiędzy atrakcjami miasta, często ma ochotę na kufel zimnego lanego. Dodatkowo napoje często zamawia się do posiłków bez patrzenia na ceny w menu. Po otrzymaniu rachunku można się nieźle zdziwić... Dlatego zawsze lepiej się upewnić, czy w knajpce w której właśnie usiedliśmy, piwo nie kosztuje 15 euro.

4.       Pizza bez sosu – z tego co zrozumiałam tym, oraz wyjątkowo cienkim ciastem, charakteryzuje się typowo rzymska pizza. Na pierwszy rzut oka nie wygląda zachęcająco, ale zapewniam, że smakuje wyśmienicie. Zwłaszcza quattro fromaggio! Oczywista oczywistość to stołować się tam, gdzie lokalsi. Polecam zwłaszcza tradycyjne knajpki w jednej z najstarszych dzielnic Rzymu – Monti.

5.       Fontanny  - chyba w żadnym innym mieście  nie ma takiej ilości fontan. Monumentalne i niewielkie, wolnostojące i wkomponowane w miejską zabudowę, misternie zdobione, z milionami szczegółów, piękne w dzień i zachwycające, podświetlone w nocy.

6.       To jak przepięknie jest w Rzymie. Jestem totalnie zauroczona! Każda uliczka , plac, most, schody, kamienica, fontanna, godne są zatrzymania, sfototgrafowania. Warto po Rzymie jaknajwięcej przemieszczać się pieszo, błądzić po wąskich zaułkach, chłonąć atmosferę miasta dniem i nocą. Ja żałuje, że byłam w stolicy Włoch jedyne cztery dni. Choć udało mi się zobaczyć to co najważniejsze, to z chęcią spędziłabym drugie tyle na relaksujących porankach w parku Borghese, i romantycznych wieczorach sącząc Prosecco w trattoriach przy Via Urbana. 






Czytaj dalej »

Share Week 2016 - moje ulubione blogi

Postanowiłam w tym roku wziąć udział w Share Week, w ramach którego autorzy blogów polecają swoje trzy ulubione blogi. Ostatnio nie mam zbyt wiele wolnego czasu, moja aktywność w sieci jest mniejsza, co za tym idzie czytam coraz mniej blogów, ale na poniższe zaglądam regularnie.



1.       StyleDigger,  która jest prawdziwą weteranką branży – ostatnio jej blog obchodził 8 urodziny! Bardzo lubię jej porady dotyczące zakupów ubraniowych i minimalizmu w szafie,  sentymentalne posty związane ze wspominaniem dzieciństwa, recenzje książek, serię Hatifnaty i oczywiście jej cudownego psa Chrupka.



2.       Króliczek Doświadczalny, która potrafi zmotywować bez pustych frazesów, wciągnąć w analizę snów, zachęcić do podróży w nieoczywiste miejsca i zawsze dzieli się masą interesujących materiałów z sieci w swojej serii Wtorlinki.



3.       Rekin finansów – odkryłam go jak zaczynał swoją blogową karierę w zeszłym roku i od razu zauważyłam spory potencjał. Ponieważ pracuję w finansach, śledzę kilku znanych polskich blogerów z tej branży, ale blog Łukasza to powiew świeżości. Pisany przystępnym językiem, porusza aktualne problemy, które dotyczą wielu Polaków (np. upadek rodzimego banku), ale również daje kopa motywacyjnego i podpowiada jak znaleźć lepszą pracę lub jak najlepiej wypaść na rozmowie kwalifikacyjnej.



Jeśli jesteście blogerami, to zachęcam do podzielenia się Waszymi ulubionymi miejscami w blogosferze. Więcej na temat akcji Share Week organizowanej przez Andrzeja Tucholskiego przeczytacie TUTAJ

Inne polecane przeze mnie blogi, głównie emigranckie,  znajdziecie w moich wcześniejszych wpisach, na przykład TUTAJ 


Czytaj dalej »

Porwany samolot, czyli o tym jak Cypr miał swoje 5 minut sławy







We wszystkich serwisach informacyjnych na świecie wczorajszą wiadomością numer jeden było uprowadzenie samolotu egipskich lini lotniczych. O poranku samolot z 55 podróżnymi, 7 osobami z załogi i jednym porywaczem, straszącym ładunkiem wybuchowym , wylądował w Larnace, gdzie mieści się największe lotnisko na Cyprze. W mediach zaczęły pojawiać się pierwsze informacje dotyczące porwania. Z wypiekami na twarzy śledziłam wydarzenia rozgrywające się tak blisko mnie. Odświeżałam co chwilę witryny Cyprus Mail, BBC, TVN24 , tylko po to, by na każdej z nich znaleść coraz więcej rozbieżnych komunikatów. Spekulacjom na temat tożsamości porywacza jak i jego motywów nie było końca.  Po ponad 7 godzinach negocjacji, udało się uwolnić wszystkich zakładników, a porywacza aresztowano. Pomimo wielkiej paniki, cała historia skończyła się dobrze. Mimo to wczorajsze wydarzenia pozostawiły pewnien niesmak:

1.       Od dawna staram się uświadamiać moich bliskich, że mediom nie można ufać, że wszyscy szukają sensacji, że bardzo często fakty mijają się z wiadomościami pojawiającymi się w radiu, telewizji, na portalach internetowych. Dziennikarze chcąc jak najszybciej dostarczyć najnowsze informacje, często w ogóle ich nie sprawdzają. Tak było i wczoraj, kiedy pojawiły się pierwsze doniesienia na temat tożsamości porywacza. Media obwieszczały, że jest nim 27 letni profesor weterynarii z Uniwersytetu w Aleksandrii. Jego nazwisko pojawiało się we wszystkich serwisach informacyjnych na świecie i dopiero po około 2 godzinach okazało się, że owszem egipski profesor znajdował się na pokładzie porwanego samolotu, ale był on pasażerem. Do dziś nikt go oficjalnie nie przeprosił. Pomyślcie co w przeciągu tych kilku godzin czuła jego rodzina, znajomi?! W internecie na zawsze pozostanie ślad po tej niefortunnej pomyłce i jego imię i nazwisko będzie kojarzone z porwaniem samolotu.

2.       Motyw porwania w jeden dzień zdążył stać się legendą. Wiadomo, na początku wszyscy krzyczeli, „Terroryści! ISIS”. Po rozsianiu paniki i przykuciu uwagi ludzi na całym świecie, zaczęto ujawniać więcej szczegółów. Mężczyzna miał byc byłym mężem Cypryjki. Ukazało się zdjęcie, na którym widać było jego rękę i list. List miał zostać dostarczony byłej żonie. Władze cypryjskie rozpoczęły poszukiwania kobiety. Odnaleziono niejaką Marinę zamieszkującą miejscowość Oroklini. Raz miała być Cypryjką, raz Egipcjanką mieszkającą od wielu lat na wyspie. Miała 4 dzieci z porywaczem, a według niektórych 5. Sprowadzono ją na lotnisko, dostarczono napisany po arabsku list, z którego czasem wynikało, że porywacz chce azylu w kraju UE, w innej wersji żądał uwolnienia egipskich więźniarek, a według jeszcze innej poporstu chciał porozmawiać ze swoją eks. Motywem przewodnim stała się historia miłosna. I teraz jeden z punktów kulminacyjnych dnia wczorajszego – konferencja prasowa prezydenta Cypru, Pana Nikosa Anastasiadisa, który na pytania reporterów dotyczące motywu uprowadzenia odpowiedział ze śmiechem: „There is always woman involved” , czyli w wolnym tłumaczeniu , że TAKIM WYDARZENIOM ZAWSZE WINNA JEST KOBIETA....  w social media zawrzało, komentujący podzielili się  zwolenników żartu prezydenta oraz na zgorszonych jego zachowaniem i oskarżających o typowy dla Cypryjczyków seksizm.


Jestem ciekawa jaki jest wasze zdanie na powyższe podpunkty. Nie sadzicie, że w obecnych czasach media żerują na panice związanej z terroryzmem? Macie jeden ulubiony serwis informacyjny, któremu ufacie? Czy żart prezydenta był żałosny i niestosowny?


 Prawdopodobnie jutro świat zapomni o historii porwanego samolotu, a wyspa Afrodydty zniknie z czołówek na następne kilka lat. Natomiast memy jeszcze trochę z nami pozostaną:




Czytaj dalej »

Jak poszczą Cypryjczycy?


W tym roku prawosławna Pascha wypada dokładnie 1 maja, czyli mamy ponad miesięczną różnicę z katolicką Wielkanocą. Na Cyprze od tygodnia trwa Wielki Post, rozpoczął go tzw. Czysty Poniedziałek (Green Monday), o którym pisałam już wcześniej. Dziś chciałabym zwrócić uwagę na szczególne obchodzenie przez Cypryjczyków okresu Wielkiego Postu.

Większość mieszkańców wyspy rzeczywiście pości w trakcie 40 dni poprzedzających Wielką Niedzielę. Według ścisłych reguł należy unikać jedzenia mięsa, ryb, jajek, mleka, wszelkiego nabiału, wina oraz oliwy z oliwek. Można natomiast spożywać owoce morza, takie jak krewetki i ośmiornice, które w tym okresie często można kupić na promocjach. Poza tym obowiązuje dieta wegańska.  Zaskakujące jest to, że naprawdę większość Cypryjczyków stara się przestrzegać postu. Wiele osób rezygnuje również z jedzenia słodyczy i picia jakiegokolwiek alkoholu.

Wychodząc naprzeciw ogólnokrajowym zmianom żywieniowym, restauracje na Cyprze, w tym światowe sieciówki, dostosowują swoje menu.
Na przykład, jeżeli pościmy, a mamy ochotę na McDonalda, to nie ma żadnego problemu, bo oto specjalna oferta dla nas:







A może śni nam się po nocy pizza, ale czy możliwa jest pizza bez ciągnącego się sera? W Dominos dostaniemy specjalną Fasting pizza, która zamiast tradycyjnej mozzarelli zawiera „ser” wegetariański:








Jestem ciekawa czy fenomen wielkopostnych ofert w fastfoodach dotyczy tylko naszej cudnej wyspy.  Czy tylko Cypryjczycy potrafią powstrzymywać się picia kawy z mlekiem, ale już wytrzymanie kilku tygodni bez hamburgera lub pizzy stanowi wyzwanie nie do pokonania... 











Czytaj dalej »

Inspiracje zimy


Koniec zimy na Cyprze wygląda w tym roku dokładnie tak, jak środek lata w Polsce: 25 stopni, bezchmurne niebo, zielononiebieski krajobraz.... Pogoda jest tak piękna, że w weekend ubrałam strój kąpielowy, wzięłam ręcznik pod pachę, spędziłam kilka godzin na plaży i nawet po raz pierwszy w tym roku wykąpałam się w morzu. Co prawda woda była lodowata i kąpiel trwała kilka minut, ale cieszę się że zaliczyłam takie dosyć ekstremalne doświadczenie, jakim jest pływanie w morzu w lutym.

 A tymczasem  z poprzednich , nie tak pogodnych dni wolnych, uzbierało mi się kilka ciekawych filmów, książek i innych rzeczy którymi chciałabym się z Wami podzielić. Jeżeli u Was pogoda nie dopisuje, to może któraś z moich propozycji dostarczy Wam rozrywki. Natomiast jeśli desperacko pragniecie witaminy D i ciepełka, to zapraszam na naszą SŁONECZNĄ WYSPĘ.









Na początek cudowna piosenka, którą odkryłam pod koniec zeszłego roku. Pewnie kojarzycie Runnin Naughty Boy z wokalem Beyonce i Benjamina Arrowa, być może dzięki fantastycznemu videoklipowi. Pomimo mojego uwielbienia dla Queen B., to jednak wersja wykonywana przez Arrowa solo ujęła mnie za serce. 



W ostatnich miesiącach oglądnęłam kilkanaście filmów, lepszych i gorszych, ale trzy z ich na pewno zasługują na uwagę:


Black Mass – oparta na faktach historia jednego z najsłynniejszych amerykańskich gangsterów. Opowieść o bostońskiej mafii, narkotykach, przemocy, korupcji na bardzo wysokich szczeblach, jak również o lojalności oraz wewnętrznym konflikcie i upadku bohatera,  a wszystko zagrane przez wyśmienitych aktorów (J. Depp, B. Cumberbath, K. Bacon). 




The Intern – lekka komedia z Robertem De Niro i Anne Hathaway w rolach głównych. Główny bohater – elegancki, wykształcony starszy pan nie potrafi odnaleźć się na emeryturze, dlatego postanawia zostać stażystą w prężnie rozwijającym się startupie. Prócz zabawnych sytuacji  ukazujących zderzenie nowoczesności i tradycji, film emituje ciepłą, pozytywną energię. Polecam na gorsze dni.




The Revenant – najgłośniejsza produkcja  kinowa w ostatnim czasie, zgarniająca nagrodę za nagrodą, rzeczywiście robi ogromne wrażenie. Mnie ujęły przede wszystkim zdjęcia i to, w jaki sposób pokazana jest natura. Fabuła nie jest może porywająca, ale film został tak zrealizowany, że żadna z 156 minut jego trwania się nie dłuży. Trudny do rozpoznania, ale świetny Tom Hardy, n o i Leo... który jest w panteonie moich ulubionych aktorów od wielu, wielu lat. Mam nadzieję, że w tym roku wreszcie dostanie to, na co zasłużył. 




Na sam koniec zostawiłam książkowy hit, czyli Szczygieł Donna Tartt. Obszerne dzieło (właśnie takie uwielbiam!) uhonorowane Nagrodą Pulitzera. Osią opowieści jest wybitne dzieło siedemnastowiecznego malarza Fabritiusa, które w wyniku tragicznych okoliczności znajduje się w rekach kilkunastoletniego Theo Deckera. Przygody chłopca, jego podróże, proces dojrzewania, poznawania siebie, radzenie sobie z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, niezwykły miks narkotyków i antyków, trudna przyjaźń i jeszcze trudniejsza miłość, a wszystko to doprawione dużą dozą humoru, zagadki kryminalnej i niezwykle realistycznie nakreślonych realiów Nowego Jorku, Las Vegas i Amsterdamu. Dodatkowo postać Borisa, mającego korzenie w Polsce przyjaciela głównego bohatera, który jest rozbrajający, nie można go nie pokochać. Dawno żadna książka nie wzbudziła we mnie tak wiele pozytywneych emocji. 








































Co ostatnio ciekawego przeczytaliście? 







Po więcej inspiracji kliknij TUTAJ




Czytaj dalej »

Dzień Kota



Ponieważ świętujemy dziś Światowy Dzień Kota, to koniecznie muszę poruszyć temat kotów na wyspie Afrodyty. Kot, to zaraz obok osiołka , symboliczne zwierzę Cypru.

Pier­wsza rzecz, która od razu zaskakuje po przy­locie na Cypr, to ilość bez­pańs­kich kotów. Są one dosłownie wszędzie! Nikt nie kon­troluje ich pop­u­lacji, ale zde­cy­dowanie przewyższa ona liczbę oby­wa­teli Cypru. Więk­szość mieszkańców dokarmia czworonogi, dlat­ego wiodą one raczej szczęśliwe życie, wypełnone długimi godzinami wylegiwania się w słońcu.




Cypryjski przedstawiciel kotowatych wyróżnia się na tle swoich braci z innych krajów. Jest większy niż typowy polski dachowiec, lepiej przystosowany do życia w ciepłym klimacie, oraz jak na moje ucho, zamiast miałczenia wydaje z siebie dźwięki przypominające płacz noworodka. Zwłaszcza w porze godów. A jak przystało na mieszkańca wyspy miłości, pora godowa trwa przez większą część roku. Nic dziwnego, że kociaków ciągle przybywa.

Jak głosi legenda, koty zostały sprowadzone na Cypr z Egiptu bądź Palestyny przez Świętą Helenę w IV w. Miały  być antidotum na plagi jadowitych węży i szczurów. Nikt wtedy nie przewidział, że koty zawładną wyspą na amen.

Powstał nawet poemat upamiętniający waleczne hordy kotów cypryjskich ( napisany przez laureata Nobla Giorgosa Seferisa)
Jeden z wersów brzmi następująco:

Every day at dawn a bell would strike
and an army of cats would move into battle.
They'd fight the day long,
until the bell sounded for the evening feed.
Każdego dnia o świcie dzwon uderzy
i armia kotów ruszy do walki.
Będą walczyć przez dzień cały,
Dopóki dzwon nie obwieści wieczornej pory karmienia.

Przetłumaczoną z greckiego na angielski całość utworu można znaleść TUTAJ












Pozostaje mi życzyć wszystkim bardziej lub mniej walecznym kotom oraz ich poddanym udanego święta!



Czytaj dalej »

Zaplanuj tegoroczne wakacje na Cyprze!

Początek roku i środek mroźnej zimy to idealny moment na zaplanowanie wakacji!
Mam dziś dla Was zaktualizowane info o tanich opcjach lotów na Cypr.


1.       Zaczynamy od naszego polskiego przewoźnika, który w ramach zimowej wyprzedaży oferuje bardzo atrakcyjne ceny na loty pomiędzy Warszawą a Larnaką.
Więcej szczegółów promocji znajdziecie na stronie LOTu.








2.     Węgierski Wizzair lata z Cypru do dwóch polskich miast – Warszawy i Katowic. Oczywiście jak to w tanich liniach lotniczych bywa, można upolować bilety w bardzo niskich cenach, ale trzeba to robić albo z dużym wyprzedzeniem albo czekać na ostatnią chwilę. Polecam zapoznać się z rozkładem lotów na stronie Wizzair.







3.  Uwielbiany przez wszystkich Ryanair to kolejny tani przewoźnik, który lata pomiędzy Polską a Cyprem, niemniej jednak oferta jest sezonowa. Połączenie Kraków -  Pafos startuje pod koniec marca, a bilety w cenie około 100 zł za podróż w jedną stronę są nadal dostępne.








4.   Na sam koniec wariant dla tych, którzy mieszkają w Zjednoczonym Królestwie. Najszerszą ofertę lotów, z kilku różnych miast UK do Pafos jak i Larnaki maja pomarańczowe linie Easyjet. Po więcej szczegółów udajcie się na ich stronę.























Dajcie znać, czy wybieracie się w tym roku na wyspę Afrodyty!






Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Lemessoss , Blogger