Nie ma dyni na Cyprze...


Szukałam od kilku tygodni, bardzo chciałam przyrządzić zupę , chciałam rownież wykazać się zdolnościami manualnymi i wykonać ciekawą dekorację, ale... W marketach, na targach warzywnych, w mniejszych i większych sklepach... Nigdzie nie znalazłam DYNI!  

Aż do dziś byłam świecie przekonana, że na Cyprze warzywo to jest bardziej egzotyczne niż agrest. W Debenhams natknęłam się na pierwszą i chyba jedyną dynię na wyspie:) w niebagatelneh cenie 17€ :D 
 
 Happy Halloween! U mnie bezdyniowy!
Czytaj dalej »

Iskrzący granat


Pokochałam ostatnio ciemne paznokcie! Wydaje mi się, że są nie tylko adekwatne do pory roku, ale również prezentują się bardzo elegancko i pasują na codzień.


Przedstawiam Wam małego gagatka od MUA, który zachwycił mnie kolorem. W ciemnej, granatowj bazie zatopione są iskrzące drobinki, lakier niesamowicie prezentuje się w promieniach słonecznych (czego oczywiscie moje liche fotki nie oddają...). Lakier dostałam od Magdy :*, ale z tego co się orientuję to są one niedrogie. Niestety tym razem za cena idzie jakosć –  do ładnego krycia potrzeba trzech warstw, ale najgorszą zmorą jest to, że emalia odpryskuje z paznokci już na drugi dzień ...




Może znacie lakier o podobnym kolorze z innej firmy? Granat z drobinkami, ale mniej upierdliwy?:)
Czytaj dalej »

Arabs Got Talent - Sheyaab



Z okazji piątku, piąteczku, piątunia:) polecam Wam obejrzeć jeden z najzabawniejszych występów w arabskiej wersji Mam Talent.

Grupa Sheyaab pochodząca z Kuwejtu okresliła swoje pochodzenie jako w połowie latino a w połowie arabskie:) Trzech starców o wielu talentach :D
Czytaj dalej »

YT made me buy it, czyli co kupiłam dzięki filmikom urodowym

Już kiedys przyznałam się na łamach bloga do mojego uzależnienia od filmików urodowych na YT... to moja prawdziwa zmora, odkąd ponad 2 lata temu zobaczyłam pierwsze video Ciasteczka i Niessi:) W trakcie tego, jakby niebyło,  długiego okresu czasu skusiłam się na wiele produktów rekomendowanych przez różne youtuberki. Akurat dzis rano trafiłam na filmik MartynyUK YouTube made me buy it – rzuciłam okiem na swoją toaletkę i postanowiłam pokazać Wam kilka rzeczy, które ja kupiłam przez jutuba i po które bardzo często sięgam.


1.       WŁOSY: Szczotka Tangle Teezer oraz suchy szampon Batiste (Niessia25)

2.       MAKE UP: Podkład Estee Lauder Double Wear Light oraz korektor Collection 2000 (Niessia25)

3.       LAKIERY: Essie (Stylizacje2)

4.       PIELĘGNACJA: Krem do twarzy Ziaja +25 (Callmeblondiee)
 

Jak możecie sie domyslać to nie są jedyne kosmetyki, które kupiłam przez YT, na przykład duo bronzer/róż z E.L.F. (kolejny polecany produkt przez Niessię, jak mozna zauważyć ona jest główną przyczyną spustoszenia mojego portfela;)), którego nie ma na zdjęciu, ponieważ zostawiłam go przez przypadek w Krakowie. Znajdą się również kosmetyki, które nie bardzo mi przypasowały, na przykład zachwalane w filmikach RockGlamPrincess maski Biowax...



Ogladacie filmiki urodowe? Sugerujecie się opinią dziewczyn z YT? Znalazłyscie dzięki nim jakies ulubieńców?
Czytaj dalej »

Nowe zapachy


Wykończyłam wszystkie swoje perfumy i na gwałt potrzebowałam nowych zapachów. Poza tym Beautyline kusiła promocjami przez smsy, więc w niedzielę udaliśmy się na zakupy do perfumerii. 


  
Loverdose od razu rzucił mi się w oczy na półce z promocjami. Zakochałam się w tych perfumach już dwa lata temu kiedy miały swoja premierę. Dostałam wtedy kilka próbek i namiętnie ich używałam. Niestety cena regularna była według mnie dosyć wysoka, jak na perfumy marki Disel. Widząc, że 30 ml przecenione jest z 56 euro na 38 od razu po nie sięgnęłam. Jest to zapach intensywny, słodko-orientalny, z mocno wyczuwalną wanilią. Co ciekawe prócz kompozycji zapachowej perfumy zawierają również molekuły stymulujące obszary mózgu odpowiedzialne za pożądanie i atrakcyjność:D Niezwykle oryginalna buteleczka  - serce przebite strzałą, jest dopełnieniem image tych cudownych perfum. Tak bardzo się cieszę, że wreszcie są moje:)
 

 
O In The Mood for Love nigdy wczesniej nie słyszałam, stały sobie ukryte na dolnej półce i czakały aż je powącham. A pachną przepięknie! Jest to zgoła inny zapach niż Loverdose, ale również można się w nim od razu zakochać (co za zbieg okolicznosci, że oba mają miłość w nazwie;)). Perfumy Gianfranco Ferre są bardziej delikatne, główne nuty to gorzka pomarańcza i magnolia. Niektórym może się wydawać, że to typowo letni lapach, ale przecież u mnie słońce swieci cały rok ;) No i kosztowały jedyne 19 euro, więc żal nie kupić.
 

 

A Wy znacie te zapachy??
 

 
Czytaj dalej »

Kuferek z krokodyla

Moja najnowsza zdobycz torebkowa, moje cudeńko!

Czarny, skórzany kuferek wytłaczany we wzór skóry krokodyla, marki Wittchen dostałam od Mamy. Ona nie była co do niego przekonana, a mnie zauroczył od pierwszego wejrzenia:) Jest to torebka sredniej wielkosci, taka niepozorna, ale niezwykle przestronna. Bez problemu miesci portfel, kosmetyczkę, telefon, książkę oraz lunch do pracy. Serio!  Poza tym jest bardzo uniwersalna, noszę ją na codzień jak i na wieczorne wyjscia. Niedawno słyszałam również, że kuferki to hit tegorocznego sezonu jesień/zima,tym bardziej cieszy mnie mój ;)

 





Lubicie torebki w kształcie kuferków czy wydają Wam się babcine?

Zaopatrzyłyscie się ow nowe torebki na nowy sezon?
Czytaj dalej »

Jak dorobić podczas studiów

Poniedziałek to dzień pozytywnej energii i motywacji! Taaaa dobry żart, mnie w każdy poniedziałek budzik nie jest w stanie obudzić i generalnie kończy się to zawsze spóźnieniem do pracy i nieciekawymi konsekwencjami .... Ale jestem już po pierwszej kawie i postanowiłam napisać dzis posta, który może okazać się przydatny. Takie odstępstwo od przeważających na moim blogu pierdół;)

 W związku z tym, że niedawno rozpoczął się rok akademicki, to możliwe że wielu nowych jak i kontynuujących nauke studentów poszukuje własnie pracy. W trakcie 5 lat studiowania parałam się wieloma rzeczami, także chetnie podzielę się moimi doswiadczeniami i a nuż kogos to zainspiruje. Pochodzę z Krakowa i studiowałam dziennie na UJ, czyli całe lata studiów mieszkałam w domu rodzinnym i nie musiałam przejmować się opłatami za czynsz, jedzenie itp. Natomiast ujuż w liceum przestałam prosić rodziców o tzw kieszonkowe, trudno mi było sobie wyobrazić, żeby oni ciężko zarobione pieniadze przeznaczali na moje zachcianki. W taki oto sposób już w liceum podjęłam się pierwszego zajęcia, dzięki któremu co tydzień stawałam się bogatsza o parę groszy. Potrzeby rosły z czasem, na studiach byłam bardzo rozrywkową osobą, a żeby pozwolić sobie na imprezowanie w weekendy, trzeba było szukać nowych źródeł dochodu:) Dodatkoww ważną ideą, która mi zawsze przyswiecała było, żeby zarobic ale się nie narobic

 Dla mnie pierwszym i najlepszym źródłem pieniędzy były KOREPETYCJE. Dawałam korki z jężyka angielskiego, w większosci dzieciom z podstawówki.Moimi najmłodszymi uczennicami były 8 latki, a najstarszą pewna pani po 50. Jednak najliczniejsze grono moich dzieciaków plasowało się w 4-6 klasie podstawówki. To bardzo wdzięczny wiek, bo dzieciaki jeszcze chcą się uczyć, są posłuszne ale coraz bardziej kumate. Najgorsi są gimnazjalisci... Jak pozyskiwałam klientów? Zamiesciłam ogłoszenia na kilku stronach internetowych i ludziesami do mnie dzwonili. Poza tym poczta pantoflowa działa najlepiej – jedna zadowolona mama poleciła mnie innej i w ten sposób prowadziłam lekcje dla 4 dziewczynek z tego samego bloku. Zawsze dojeżdżałam do swoich klientów oraz przywoziłam własne materiały np wyszukiwane z internetu. Lekcje angielskiego w mojej szczytowej formie przynosiły mi dochód około 800zł miesięcznie.

 Ponieważ studiowałam filologię, w trakcie studiów zajełam się również TŁUMACZENIAMI. Tłumaczyłam pomiędzy 3 językami – polskim, bułgarskim i angielskim. Ponownie zamiesciłam ogłoszenie online i od czasu do czasu dostawałam różne zlecenia. Ponieważ kształniłam się akurat w tej dziedzinie, łączyłam przyjemne z porzytecznym. Obecnie żałuj, że nie mam uprawnień tłumacza przysięgłego i że nie pracuję zawodow jako tłumacz. Co prawda w obecnej pracy zdarza mi się przekładać różne materiały, ale jest totylko dodatek do innych obowiązków. Tłumaczenia zależnie od rodzaju tekstu, języka i terminów potrafią być bardzo popłatne.

 
Kolejnym zajęciem, które wiązało się z więszym stresem i ogromna odpowiedzialnoscią  było bycie NIANIĄ. W gruncie rzeczy zajmowałam się córeczką znajomej i przez pewnien czas zupełnie obcym chlopczykiem. Z pierwszym dzieckiem miałam super kontakt, z drugim nie bardzo. Tutaj wiele zalezy od charakteru dziecka i od rodziców. Bycie nianią nauczyło mnie cierpliwosci, a poza tym takich czynnosci jak zmiana pieluchy :D Nie było to równiez njbardziej dochodowe zajęcie, ale niewątpliwą zaletą był czas kiedy dziecko spi a my możemy poczytać, pouczyć się, zająć się swoimi sprawami.

 
Natomiast moją ukochaną pracą, z którą wiążą się najlepsze wsponienia, najwięcej przygód i w której najwięcej się nauczyłam i najwięcej zarobiłam, była funkcja REZYDENTA BIURA PODRÓŻY w Bułgarii. Pod koniec pierwszego roku studiów razem z koleżankami z grupy wpadłysmy na pomysł, że fajnie by było spędzić wakacje nad Morzem Czarnym, wiec rozniosłysmy CV do różnych krakowskich biur podróży bez wielkiej nadzieji na zatrudnienie. Łut szczęscia, czy też mój nezaprzeczalny urok osobisty zadecydował, że pomimo braku doswiadczenia i uprawnień, zostałam zatrudniona przez największe krakowskie biuro. W połowie czerwca wyjechałam do Sozopolu gdzie miałam stacjonować do połowy wrzesnia. Przez 3 miesiące w Bułgarii zajmowałam się polskimi turystami, którzy słyną z bycia najbardziej upierdliwą wkacyjną nacją. Pomimo wielu stresów i kilku nieprzyjemnych sytuacji, pokochałam to zajęcie. Prócz standardowej opeiki rezydenta, pracowałam równiez jako pilot wycieczek i przewodnik. Gdziny pracy są nienormowane, ale mimo to miałam dużo czasu na plażowanie i imprezowanie;) Poznałam wiele wspaniałych osób, bardzo tęsknię za moją bułgarską szefową, jej rodzina praktycznie przyjęła mnie do swojego grona. Do Sozopola jeździłam przez 4 kolejne sezony wakacyjne. Uwielbiałam tą swiadomosć, że każde lato spędzę w Bułgarii, pracują ale i wypoczywając, odwiedzali mnie znajomi i rodzina z Polski. Na samym etacie rezydenta nie zarabiałam kokosów, ale niezwykle dochodowe były dla mnie wycieczki fakultatywne, które prowadziłam.  Niestety praca rezydenta możliwa jest jedyne przez kilka miesięcy w roku, także nigdy nie wiązałam z nią przyszłosci... Teraz kiedy siedzę przy biurku, bardzo tęsknię za tamtymi czasami beztroski, w trakcie których praca i przyjemnosc się przeplatały, każdy dzień był inny, nie znałam słowa rutyna.


Gdzie jeszcze pracowałam:
 
- w sklepiku szkolnym,
- jako opiekun i instruktor snowboardu podczas obozu  młodzieżowego (to było połączenie mojego hobby i pracy, szkoda że to zajecie sezonowe),
- jako ankieter OBOPu (fajna i dobrze płatna fucha!),
- jako hostessa podczas targów tytoniowych,

 Moi znajomi pracowali w wiekszosci jako kelnerzy lub barmani, faceci jako ochroniarze, a dziewczyny jako hostessy.

 A Wy jak dorabialiscie/dorabiacie  w trakcie studiów? Jak wspominacie wasze pierwsze prace?
Czytaj dalej »

What we really do...

Z okazji piątku mam dla Was cos zabawnego. Co prawda tego typu zestawienia falę popularnosci przeżywały jakis czas temu, ale znalazłam TE dotyczące CYPRU i postanowiłam się z Wami podzielić.


Ogólnie:

 


To głównie z punktu widzenia studenta albo młodego emigranta:





A to jeszcze o cypryjskiej armii ( o której w końcu muszę napisać osobny post – służba w wojsku jest na Cyprze obowiązkowa, każdy Cypryjczyk dodatkowo odbywa mobilizację, raz w roku musi stawić się na tydzień w wojsku, wszystko przez niekończącą się historię nieporozumienia z Turcją ...):





A Wam z czym kojarzy się Cypr?????
Czytaj dalej »

Październik na Cyprze


 
W tym roku lato skończyło się wyjątkowo szybko i nagle... W zeszłym tygodniu mielismy pierwszy deszczowy dzień i nie była to bylejaka mżawka, a solidna ulewa. Poza tym zdecydowanie się ochłodziło, zwłaszcza noce i poranki są bardzo nieprzyjemne... W dzień termometry pokazują około 27-25 stopni, ale wieczorami jest dziesięć stopni mniej. Często pojawiają się chmury i mocno wieje. Zaczął się sezon na długie spodnie i zakryte buty. Mimo wszystko Cypr w październiku cieszy się ogromną popularnoscią wsród turystów przybywających z zimnych i mokrych krajów, hotele wypełnione są po brzegi. Temperatura wody w morzu to około 24 stopnie, także spokojnie można zażywać kąpieli:) Niestety dni są coraz krótsze i już po 18 słońce zachodzi i robi się ciemno.


Popularne tanie linie lotnicze Ryanair i Wizzar kończą swój sezon z końcem października, także teraz jest ostatnia szansa na upolowanie niedrogich biletów na wyspę Afrodydty. Tanie loty powrócą zapewne z początkiem kwietnia przyszłego roku.
 
W najbliższych dniach odbędą się dwa znaczące wydarzenia na Cyprze – Cyprus Rally (click) oraz International Film Festival (click).


Czytaj dalej »

Świetna trójca oczyszczająca


Bohaterami dzisiejszego posta są trzy produkty, które niezawodnie towarzyszą mi od dawien dawna. Być może zachęcę Was do wypróbowania któregos z nich.


 
Moja cera jest raczej mieszana, czasem bardziej sucha, czasem bardziej przetłuszczająca się... zależy głównie od warunków atmosferycznych. Pojawiają się u mnie nieprzyjaciele, głównie w okolicach żuchwy (i chyba znam główną przyczynę dlaczego akurat tam!), poza tym pory szeroko otwarte w strefie T i czasem jakies zaskórniki.  Kilka lat temu wydawało mi się, że najlepszą opcją by mieć nieskaźitelną buzię będzie ostre traktowanie jej kosmetykami przeciwtrądzikowymi. Efekt był raczej marny – cera wysuszona i więcej pryszczy ... Postanowiłam spróbować produktów przeznaczonych do cery wrażliwej i to był strzał w 10! W ten sposób odnalazłam swojego pierwszego faworyta, czyli delikatnie myjącą piankę  Vichy. Pianka przeznaczona jest do oczyszczania skóry wrażliwej,  nie zawiera parabenów, ma w składzie łagodzącą wodę źródlaną. Uwielbiam ją za konsystencję, delikatny zapach i to, że na prawdę oczyszcza. W przeciwieństwie do wielu innych pianek (np. Korres), które testowałam, ta pozostawia twarz czystą , radzi sobie z makijażem, dlatego też używam jej i rano i wieczorem. Jedynym minusem jaki widzę jest wydajność, ponieważ 150ml buteleczka wystarcza mi na około  półtora miesiąca.

 

 

Drugim ulubieńcem, również z firmy Vichy jest płyn micelarny. To bardzo uniwersalny kosmetyk, u mnie spełnia rolę i płynu do demakijażu i toniku. Idealnie zmywa makijaż oczu, bez jakichkolwiek podrażnień. Natomiast po oczyszczeniu twarz przy pomocy pianki, przemywam ją jeszcze wacikiem nasączonym micelkiem by stonizować i dodatkowo nawilżyć cerę. Moim pierwszym płynem micelarnym była osławiona Bioderma, ale na Cyprze jest ona słabo dostępna i horrendalnie droga. Micel Vichy tez do najtańszych nie należy, ale jest wydajny. Co prawda kiedy tylko mam możliwosć robię zapas płynu micelarnego Be Beauty z Biedronki, ponieważ uważam , że własciwosciami nie różni się wiele od tego z Vichy. Ale jeżeli chodzi o wszelkie micele apteczne, to Vichy według mnie rządzi!
 


Ostatnim kosmetykiem, dzięki któremu moja buzia jest czysta, jest peeling morelowy z Soraya. Dawno temu lubiłam peeling z St. Ives, niestety został wycofany ze sprzedaży na Cyprze. Szukając dla niego następcy natnęłam się na opinie, że peeling polskiej marki jest prawie identyczny. Rzeczywiscie morelowy zdzierak Sorayi jest dla mnie perfekcyjny –stosuję go 2/3 razy w tygodniu, buzia po jego użyciu jest niesamowicie miękka, gładka i rozjaśniona. Drobinki są dosyć ostre, ale tak w sam raz;) I w tym przypadku produkt jest mega wydajny, słuzy mi już od ponad pół roku i nie wygląda na to, żeby miał się w najbliższym czasie skończyć. Dlatego też nie martwi mnie to, że musze go sobie sprowadzać z ojczyzny.
 

 
Oczyszczanie twarzy w całym cyklu pielęgnacji to podstawa. Dla mnie pianka, płyn micelarny i peeling to fundamenty, a trzy powyższe produkty w pełni spełniają moje oczekiwania.

Używałyście któregoś z moich ulubieńców? Macie swich faworytów w codziennej pielęgnacji, do których chętnie powracacie?
 
Czytaj dalej »

Kilka słów na temat futbolu


Wczoraj odbył się mecz Ligi Europy pomiędzy Legią Warszawa a Apollonem Limassol. Ku rozpaczy polskich kibiców drużyna z Cypru odniosła zwycięstwo 1 do 0 po bramce Gastona Sanogoyi. W Polsce panuje powszechne przeswiadczenie, że Cypr to ostatnie zadupie futbolu i klęska polskiego klubu w starciu z drużyną z wyspy Afrodyty uważana jest za najgorszą hańbę...

Prawda jest jednak taka, że piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na wyspie, całe rodziny są oddanymi kibicami swoich klubów,  w stadiony podczas meczy nie swiecą pustkami, a wieczorami z pubów dobiegają głosnie okrzyki GOOOOOOL  (albo przekleństwa ;)). Nie ma tu miejsca na huligaństwo rodem z Anglii czy choćby naszej ojczyzny, ale nierzadko dochodzi do awantur pomiędzy kibicami z Limassol czy Nikozji. W zeszłym roku, kiedy AEL zdobył mistrzostwo kraju całe miasto swiętowało, odgłosy klaksonów i trąbek nie milkły  przez 3 dni. Cypryjczycy są bardzo emocjonalnie przywiązani do swoich drużyn, z dumą prezentują barwy klubowe nie tylko na sobie, ale też ozdabiając mieszkania, domy, czy samochody:
 

Ten samochód zaparkowany pod piekarnią zainspirował mnie do napisania posta ;)
Pomimo, iż cypryjskie drużyny nie mają (jak na razie) żadnych znaczących sukcesów na arenie międzynarodowej, to wyspa wcale nie jest totalnym zasciankiem piłkarskim. Apollonowi życze jak najlepiej, a kibicom Legii życzę odrobiny pokory:)
Czytaj dalej »

Dzień Niepodległości

1 października obchodzona jest na Cyprze rocznica utworzenia republiki oraz uzyskania niepodległości od Wielkiej Brytanii w 1960 roku. Co ciekawe pierwszym prezydentem Republiki Cypru był arcybiskup Makarios III. Jeżeli macie ochotę poczytać więcej na temat historii odsyłam TUTAJ

Tradycyjnie w święto narodowe odbywają się parady, głównie szkolne i wojskowe. W tym roku postanowiono po raz pierwszy nie użyc podczas przemarszu armii pojazdów wojskowych, np. czolgów. Wszystko w ramach oszczędności....

źródło

Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Lemessoss , Blogger