Wina, wina, wina dajcie!

Czy w piątkowy poranek Wy równiez nie możecie doczekać się rozpoczęcia weekendu, relaksującego wieczoru oraz lampki wina. Albo dwóch;)
Mam nadzieje, że ten post przyda się osobom wybierającym się na Cypr na wakacje, oczywiscie tym pełnoletnim!
Niebawem napiszę więcej na temat historii wytwarzania wina na wyspie Afrodyty, gdzie tradycje winiarskie sięgają czasów antycznych.
Tymczasem zapraszam na subiektywny przegląd moich ulubionych win:

 
1.       THISBE – to półwytrawne, białe wino, o lekko owocowym smaku. Zdecydowanie mój faworyt! Swietnie komponuje się z drobiem, rybami oraz salatkami, chociaż ja najbardziej lubię samo, mocno schłodzone, w letnie wieczory na werandzie...

 

2.       SΑΙΝΤ PANTELEIMON – białe, półwytrawne wino o bukiecie kwaitowym. Najlepiej smakuje w towarzystwie serów, winogron i innych małych przekąsek. Dodatkowy plus, to bardzo niska cena.
 



3.       COMMANDARIA St. John – to unikalne wino cypryjskie, którego soczysty i zarazem bardzo słodki smak wynika z mieszanki suszonych owoców, przypraw i baaaardzo długiego okresu fermentacji. Najlepiej sprawdza się jako aperitif, ale dodając wodę gazowaną, kostki lodu i plasterki cytryny, można raczyć się pyszną  i orzeźwiającą wersją commandarii.
 




Lubicie wino?
Białe, czerwone a może różowe?
Wolicie słodkie czy wytrawne?

Jakis czas temu natknęłam się na tą zabawną grafikę, sprawdźcie przy okazji, co o Was mówi wasze ulubione wino;)

 
Cheers!!!
Czytaj dalej »

I ain't going nowhere...


Czy macie taka piosenkę, która idealnie odzwierciedla Wasz związek?
Ja na swoją trafiłam niedawno. Pochodzi z najnowszego albumu Ashanti Braveheart (bardzo fajny krążek, polecam!).

 
Czytaj dalej »

Wiosennie

21 marca, czyli pierwszy dzień kalendarzowej wiosny! Chyba wszyscy cieszą się tak samo na tę porę roku.
Prócz tego u mnie w pracy swiętujemy dzisiaj również:
- Irański Nowy Rok , czyli Nauruz (więcej info na ten temat TUTAJ)
- Arabski Dzień Matki (jeżeli chcecie wiedzieć kiedy obchodzi się to swięto w innych krajach, kliknijcie TUTAJ)
- 30 rocznicę slubu mojego kierownika (na razie Wikipedia nie odnotowała tej daty;))

 

A jaka jest wiosna na Cyprze? Cieplutka!

 

Jeszcze kilka ujęć z wiosennego Limassol. Trzeba napatrzyć się na zieleń, kwitnące kwiaty i drzewa teraz, bo już za niedługo pousychają...


Czytaj dalej »

Maraton na bosaka

Dzisiaj w godzinach porannych odbył się , już po raz ósmy, maraton w Limassol. Z roku na rok impreza cieszy się coraz większym zainteresowaniem, prócz maratonu organizowany jest również półmaraton, bieg na 10 km, bieg na 5 km oraz bieg dla dzieci. 

www.iheartcyprus.com

Z tego co wiem, to pierwszy na metę przybiegl Polak, także gratulacje dla rodaka:) Kilkoro moich znajomych również dziś biegało. Ja sobie przyrzekłam, że za rok, jeżeli nadal będę mieszkac na Cyprze, to wystartuję. Pewnie nie w maratonie, ale w którymś z krótszych biegów. 

Ponieważ trasa maratonu przechodziła praktycznie tuż koło mojego bloku, to podczas spaceru mialam szansę poobserwować biegaczy. Niewątpliwą ciekawostkę stanowił starszy pan biegnący na boso. Miałam okazję usłyszeć kawałek rozmowy, w której żalił się , że w Holandii, skąd pochodzi , nie pozwalają mu biegać w zawodach bez butów. I z uśmiechem na ustach krzyczał:"Cyprus is the best!!!".

 
Czytaj dalej »

Kampania reklamowa Somersby na Cyprze

Pewnie zwróciliscie uwagę na nową kampanię Somersby, w której bierze pokaźne grono blogerów I vlogerów. A wszystko w związku z pojawieniem się nowego smaku popularnego cydru - Blackberry, czyli jeżyny.

Ja raczyłam się jeżynowym Somersby już w zeszłe lato:) i chyba pokazywałam go nawet w jakis ulubieńcach miesiąca. Przyznaję, że jestem wielką fanką piw smakowych, zwłaszcza owocowych i dokładnie ta opcja bardzo przypadła mi do gustu.

Chciałam Wam dzis pokazać filmiki promocyjne, nagrane na Cyprze w związku z zeszłoroczną kampania Somersby Blackberry.

Tutaj możecie zobaczyć video kręcone w moim Limassol:



Ale to video z Paphos ma więcej ładnych widoków:




Czy też nie możecie doczekać się lata??:D
Czytaj dalej »

New Romantic

Tytuł posta to jednocześnie nazwa mojego najnowszego lakieru do paznokci, który Wam dzisiaj pokażę. Jest to emalia firmy Rimmel z serii Salon Pro sygnowany przez Kate Moss, numerek 227. New Romantic kupiłam w Polsce, na promocji w drogerii Natura, kosztował poniżej 20 zł. Potrzebowałam jasnego różowego koloru, który stanowiłby fajną bazę pod różnego rodzaju brokaty i zdobienia. Poza tym taki pastelowy kolor jest wręcz idealny na codzień. Sam lakier jest bezproblemowy, świetnie sie nakłada, dwie warstwy ładnie kryją, czego chcieć więcej?!



Na zdjęciach czterodniowe mani, więc nie jest idealne. Brokatowe akcenty wykonane przy pomocy mini lakieru z Gosh 036 Abundance, którego drobinki mienia sie na srebrno - różowawo. 


Przy okazji pokaże Wam pełen, wypróbowany zestaw, dzięki któremu moje paznokcie wytrzymują bez odprysków przez 5-6 dni:



Jak Wam się podoba?
Czego używacie by Wasz manicure był długotrwały?


Czytaj dalej »

Jak mi idzie niejedzenie słodyczy?

Minęły już ponad 2 miesiące odkąd postanowiłam odstawić słodkosci. Moje wczesniejsze spostrzeżenia możecie przeczytać TUTAJ, natomiast dzisiaj napiszę trochę więcej na temat asertywnosci oraz stosowania srodków zastępczych. A no i od razu sie przyznam, że zdarzyło mi się kilkukrotnie zgrzeszyć, ale tych razów nie było więcej niż palców . Na jednej dłoni:)
Pierwszy kryzys przyszedł wraz z okresem, niestety nie mogłam zapanować nad ochotą na czekoladę. Nawet codziennie łykany magnes z witaminą B6 , nie uratował mnie przed typowym łaknieniem. Zjadłam troche gorzkiej czekolady, ale nawet nie całą tabliczkę , tylko kilka kostek. Niezbyt mi smakowała.
W pracy jestem wystawiona na nieustanne pokuszenie, ponieważ firma ma ponad 100 pracowników i praktycznie co drugi dzień ktos ma urodziny, imieniny, chrzciny, slub albo inna uroczystosc, z okazji której przynosi do biura ciasta, torty i inne łakocie. Na szczęscie do tej pory skutecznie udawało mi się odmawiać poczęstunku. Na częste pytania, czy jestem na diecie, odpowiadam, że nie, ale źle się po słodyczach czuję, czyli stwierdzam fakt i każdy przyjmuje to ze zrozumieniem.
Ciężkim momentem była dla mnie podróż do Polski. Bałam się, że pod wpływem stresu, zmęczenia i tesknoty łatwo się poddam i codziennie będę zajadać się domowymi ciastami, ptasim mleczkiem i wszystkim tym, czego na Cyprze nie ma w zasięgu ręki. Ale byłam twarda:) Jak już pisałam , nawet LOT którym leciałam, częstował na pokładzie tylko i wyłącznie batonikiem Prince Polo, ale wolałam żeby burczało mi w brzuchu, niż zjesć wafelka.
Skutecznie odmawiałam wszelkim słodkim poczęstunkom. Nie dałam sie skusić mojej Mamie, która praktycznie codziennie stawiała przede mną inny deser. Trochę mi przykro, bo czasem przy odmawianiu mogłam brzmieć odrobinę niemiło, ale nie miałam nic złego na mysli. Wolałabym jednak, żeby moje NIE traktowane było poważnie i by nie ponawiać kolejnych namów w stylu : ale to ciasto nawet nie jest słodkie;) Uległam tylko kawałkowi szarlotki swieżo upieczonej przez babcie. I to by było na tyle, jestem z siebie na prawdę dumna, bo żadne czekolady Wawel, ani nawet lody ze Starowislnej (najlepsze lody w Krakowie) mnie nie kusiły.
 W Tłusty Czwartek nawet nie zastęskniłam za pączkiem.
Coraz mnie mam ochotę na słodycze i uważam, że to mój największy sukces. Teraz jeżeli mam głód na cukier, to sięgam po owoce. Wiem, że osoby fit i dbające o jak najzdrowszą dietę również ograniczają owoce, ale ja nie mam zamiaru się ich z mojego jadłospisu pozbywać. Odkąd przestałam jesć słodkoci, spożywam znacznie więcej owoców i zdecydowanie bardziej różnorodne. Wczesniej sięgałam głownie po jabłka i banany, obecnie w  lodówce mam również kiwi, granaty i truskawki (zaczął się na nie sezon:)).  Odkyłam również suszoną żurawinę, która stała się szybką przekąską w pracy, kiedy przymieram głodem przed przerwą na lunch.
Zdaję sobie sprawę, że raz na jakis czas zjem kawałek czekolady albo lody, ponieważ mam na to apetyt, albo mój organiz tego potrzebuje. Ale jestem bardzo szczęsliwa, że udało mi się wyeliminowac niepotrzebne cukier i kalorie z mojego codziennego życia.
Czytaj dalej »

Kolejne buble

Przeglądając zdjęcia w telefonie trafiłam na fotkę zrobioną ponad miesiąc temu, na której uwieczniłam kilka bubli kosmetycznych. Postanowiłam dziś o nich napisać, zanim zupełnie zapomnę, czym mi podpadły;) Nie będę się zbytnio na ich temat rozwodzić, natomiast w kilku słowach przestrzegę przed ich zakupem.


1. Avene Cold Cream  - krem do rąk kupiony w zeszłym roku w Polsce, na szczęście nie kosztował wiele, ponieważ był wtedy na jakiejś promocji. To chyba jeden z najgorszych kremów do rąk jaki w życiu miałam! Przeokropnie śmierdział i miał fatalną konsystencję, zamiast się wchłaniać w skórę, to jedynie bielił dłonie. Z firmą Avene mam raczej same dobre doświadczenia, a tu taki zonk...

2. Naturigin Everyday Shampoo - organiczny, naturalny szampon do codziennego mycia włosów, który skusił mnie zachwycającym wręcz składem: zaraz za wodą, na drugim miejscu znajduje się ekstrakt z aloesu, a późnie jeszcze z wyciąg drzewa oliwnego. Pomyślałam, że sprawdzę, jak na moje kłaki zadziała naturalna pielęgnacja prosto z Danii, zwłaszcza że kosmetyk kosztował szaloną cenę 1 euro. Niestety szampon ten zupełnie nie nadaje się do mycia moich włosów, które po jego zastosowaniu były jednym wielkim stogiem siana. Zużywam do mycia pędzli...

3. Lirene Multifunkcjonalny Krem na Dzień - od dawien dawna jednym z moich ulubionych kremów do twarzy był Lirenowski matujący mus do cery +20, ale z tego co mi się wydaje, to ta seria przeszła metamorfozę i juz nie jest dostępny:( Niemniej jednak weszłam w posiadanie nowości, która zamiast bycia multifantastycznym kremem ogazała się byc megabadziewiem. Niby idealny do wszystkich typów cery, ale nie do mojej (mieszanej). Okropnie mnie po nim wysypuje i to takimi wrednymi , podskórnymi gulami najgorszego sortu... Poza tym niby miał i nawilżać i matowić, ale na dobrą sprawę juz po godzinie od jego nałożenia czułam suchość na twarzy, tak jakbym wcale żadnego kremu nie użyła. Nie polecam!!!

4. Status Quo Conditioner - kolejny naturalny kosmetyk do włosów w tym zbiorze, który przede wszystkim ma za zadanie chronić włosy przed promieniowaniem UV oraz zapobiegać wypłukiwaniu  koloru z włosów farbowanych. Pomimo składu obfitującego w organiczne olejki,  przyjemnej konsystencji i miłego, świeżego zapachu, ta odżywka nie jest moim ulubieńcem. Po jej zastosowaniu moje włosy były pozbijane w strąki, mokre wyglądały po prostu źle, a po wysuszeniu jeszcze gorzej. Spróbowałam 2 razy z różnymi szamponami, i nie mam ochoty więcej, bo szkoda mi czasu i nerwów. Macie jakiś pomysł do czego ją wykorzystać?

5. Pearl Drops - pasta do zębów obiecująca Hollywoodzki uśmiech w miesiąc. Oczywiście nie jestem na tyle durna, by spodziewać się śnieżnobiałych zębów po stosowaniu pasty dostępnej w supermarkecie, ale miałam nadzieję na wybielenie chociażby o 2 tony. Nie dość, że moje uzębienie nie stało się ani trochę jaśniejsze, to w dodatku komfort używania tej pasty był bardzo średni - strasznie wodnista, ciężko bylo nią porządnie umyć sobie zęby. Sto razy bardziej wolę starą dobrą Colgate Herbal White, która przynajmniej smak ma fajny i daje uczucie czystych ząbków.

Może znacie któryś z powyższych antybohaterów i macie na jego temat podobne albo odmienne zdanie???

Czytaj dalej »

Gdzie dobrze zjeść w Krakowie?

Podczas wizyt w Polsce, zawsze największą ochotę mam na pierogi ruskie mojej babci oraz zapiekanki Endziora, ale kiedy mój apetyt w tych kwestiach zostanie już zaspokojony, to staram się próbować nowych rzeczy. Przy okazji ostatniego pobytu w Krakowie odwiedziłam dwa nowe kulinarne miejsca, które chciałabym Wam polecić.
 
Pierwsze z nich to MAKARONIARNIA – niewielka knajpka serwująca kuchnię włoską. Znajduje się w Podgórzu, tuż na przeciwko kładki Bernatki. Nie jest to duży lokal, dlatego wart wczesniej zarezerwować stolik, ponieważ restauracja cieszy się dużą popularnoscią (zwłaszcza w niedzielę w porze obiadowej;)). Wystrój prosty, taki „po domowemyu”, menu wydrukowane w zwykłym zeszycie, od którego odpada okładka, w toalecie wielka stojąca lampa z abażurem i radio „na gałkę”, czyli jednym słowem przytulna, niewymuszona atmosfera.
 
Jeżeli chodzi o jedzenie , to jestem jak najbardzije zadowolona – bardzo smaczny talerz antipasti, oraz to co najważniejsze, czyli makarony:) moje tagiatelle z borowikami było przepyszne! Współbiesiadnicy również chwalili  canneloni oraz spagetti putanesca. Jestem ciekawa tamtejszej pizzy, może skuszę się następny razem. Całkiem niezłe jest również ”domowe” wino serwowane w karafce. Ceny dosyć przystępne, makarony wahają się pomiędzy 20 a 30 zł. Więcej info TUTAJ
 
 
 
Druga z knajpek, którą odwiedziłam tuż przed wylotem to ZAZIE BISTRO na Kazimierzu. Jest to restauracja specjalizująca sie w kuchni francuskiej, której do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji  spróbować. Lokal dwupoziomowy, również popularny, dlatego w godzinach szczytu ciężko o stolik.

Ponoć specjałem Zazie są mule, ale jak na pierwszy raz wolałam skosztować klasyków. Niestety zupa cebulowa, choć fajnie podana, to zachwyciła swoim smakiem ani mnie, ani moją Mamę. Nie była zła, na pewno bardzo sycąca, ale chyba wolimy bardziej zdecydowane smaki... Na „drugie” wzięłsmy po kawałku tarty, które serwowane są z swietną, orzeźwiającą sałatą. I to był strzał w dziesiątkę! Moj tarta ze szpinakiem i orzechami była pyszna, a Mamy z serem kozim i suszonymi pomidorami jeszcze lepsza. W menu jest jeszcze kilka innych rodzajów, które z pewnoscią w przyszłosci spróbuję. Ceny zaskakująco niskie – zupa  9zł, porcja tarty 11zł. Więcej info TUTAJ
 
 
 
 
Mam nadzieję, że moje rekomendacje komus się przydadzą, a jeżeli byliscie w tych miejscach, to chętnie poczytam Wasze opinie. I dajcie znać, gdzie powinnam wybrać się na obiad następnym razem w Krakowie.
 

 
 

Czytaj dalej »

Green Monday

Dzisiaj na Cyprze obchodzimy Green Monday, lub inaczej znany jako Clean Monday, czyli Czysty Poniedziałek. Święto, które rozpoczyna 48 dniowy post przed Wielkanocą. Większość Cypryjczyków należy do kościoła prawosławnego, ale ten zwyczaj praktykowany jest również przez maronitów (czyli między innymi dużą część libańczyków zamieszkujących wyspę).

Podczas postu należy unikać, prócz oczywistych papierosów i alkoholu, wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, czyli mięsa nabiału itd, ale ryby i owoce morza są dozwolone. W tym okresie pojawia się wiele postnych produktów, nawet sieciowa pizza Dominos ma w swojej ofercie postną pizze ze specjalnym (bezsmakowym) serem:)

Tradycyjnie podczas Green Monday rodziny spotykają się na obfity obiad. Poniżej zdjęcie przykładowego posiłku:


www.heartcyprus.com
Inną tradycja związaną z dzisiejszym świętem, jest puszczanie latawców przez dzieci. Wróciłam niedawno ze spaceru, wybrałam się z nadzieją na zrobienie fajnych zdjęć, ale niestety na swojej drodze spotkałam tylko 2 dzieciaków z latawcami, które wcale nie chciały wznieść się w powietrze...



Czytaj dalej »

Podróż niespodzianka

Zazwyczaj swoje podróże z Cypru do Polski planuje z długim wyprzedzeniem. Niestety,  coraz mniej lini lotniczych oferuje loty z wyspy do ojczyzny, dlatego żeby znaleść atrakcyjny bilet, trzeba się sporo nakombinować. Poza tym z jakiś dziwnych przyczyn, zawsze moje loty do domu obfituja w różne, mniej lub bardziej ciekawe przygody. Tym razem było nie inaczej:)

13 lutego, po porannym telefonie z domu powzięłam spontaniczną decyzję, że muszę jak najaszybciej polecieć do Krakowa. Zaczęło się przeglądanie stron lini lotniczych, a także Skyscannera itp... Na tamtą chwilę jedynie LOT i Austrian Air mogły mnie wydostać z Cypru. Niestety lecąc liniami austryjackimi musiałabym spędzić 19 godzin na lotnisku w Wiedniu,a mnie śpieszyło się do celu. Jeszcze w południe bilety w Locie przekraczały cenę 400 euro i moja nadzieja na upolowanie biletu coraz bardziej słabła... Po nerwowym dniu spędzonym przed laptopem, około pólnocy zajrzałam ponownie na stronkę Lotu i moim oczom ukazał się cud - bilet na dzień następny za cenę 190e!  Co ciekawe przelot z Larnaki przez Warszawę do Krakowa kosztował mniej niż przelot Larnaka - Warszawa:) Bez dłuższego zastanawiania zabukowałam lot i zaczęłam się pakować. Nie informowałam moich rodziców, chciałam im zrobić totalną niespodzinkę. W piątek rano pojawiłam się w pracy, by wyjaśnić nagłą potrzebę wzięcia urlopu, natomiast wieczór 14 lutego zamiast na romantycznej kolacji, spędziliśmy z A. na romantycznej przejażdżce z Limassol na lotnisko do Larnaki.

Przyznam, że to była moja pierwsza podróż z polskimi liniami lotniczymi. Słyszałam na ich temat "legendy", także byłam przygotowana na mniejsze lub większe niedogodności. Ale nie na 4 godzinne opóźnienie! Juz po odprawie, poinformowano nas, że boarding się opóźni, najpierw 15 minut, później 30 minut, później rozdali nam vouchery do kawiarni, ponieważ samolot miał problem techniczny i nikt nie wiedział ile potrwa jego usunięcie...i czy w ogóle polecimy. Dlaczego zawsze kiedy mi się śpieszy, takie rzeczy się zdarzają?!

Po prawie czterech godzinach koczowania na lotnisku, zapakowano nas do samolotu. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu, układając do snu, po czym kapitan zaczął swój komunikat: Serdecznie Państwa przepraszamy za opóźnienie, ale nasz samolot miał STŁUCZKĘ Z SAMOCHODEM. Serio?! Słyszeliście kiedyś o czymś podobnym?! Samochód techniczny wjechał w samolot .... To się może zdarzyć tylko na Cyprze.... Nigdy nie bałam się latać, uwielbiam być w powietrzu, i to był pierwszy raz kiedy miałam obawy, czy rzeczywiście uda nam się dolecieć. No ale cóż, pasy zapięte, samolot startuje, nie ma odwrotu.

Jeżeli kiedykolwiek zdarzy Wam się lecieć LOTem, to zróbcie sobie prowiant na podróż. Nasze szacowne linie lotnicze podczas kilkugodzinnego rejsu poczęstowały pasażerów jednym wafelkiem Prince Polo oraz do wyboru szklanką wody lub herbaty. No comment. Na szczęście po 3 godzinach lotu udało nam się wylądować w Warszawie. Tam miałam dosłownie 15 minut na przesiadkę na samolot do Krakowa. Biegnę przez lotnisko w poszukiwaniu właściwej bramki, a tu nagle dzwoni moja mama i pyta czemu mnie nie ma na Skypie :D (mama nadal nie wie, że przylatuję, więc nie mogłam jej powiedzieć, że właśnie jestem w stolicy i za niedługo się widzimy). No cóż musiałam troszeczkę pościemniać, ale co za fart, że zadzwoniła akurat w trakcie mojego transferu, a nie wcześniej lub później, bo pewnie zamartwiałaby się czemu nie odbieram. 

Lot z Wwa do Krk trwa dosłownie pół godziny i nawet nie ma czasu żeby wstać do toalety. Mając taką opcję, nigdy nie zdecyduję się na taszczenie się pociągiem, never ever! Na Balicach czekała już na mnie moja przyjaciólka, która była wcześniej wdrążona w cały plan. Z niecierpliwością czekam na odbiór bagażu, a kiedy wreszcie podjeżdża moja walizka (nówka sztuka, to była jej pierwsza podróż), to dostaję szewskiej pasji... Nie dość, że mój bagaż jest cały poobijany, skóra pozdzierana, to w dodatku walizka była otwarta i ani śladu po kłódce. Tak, wszystko było pięknie zamknięte na kłodkę z szyfrem... wzywam pana z obsługi, skarżę mu się na zaistniałą sytuację, a on na to, że takie rzeczy zdarzają się nagminnie. Witki mi opadły. Ktoś beszczelnie przeciął kłodkę i obrócił cały mój bagaż do góry nogami w poszukiwaniu perfum i innych cennych rzeczy. Na szczęście nic nie zginęło! Ale burdel w walizce i niesmak pozostał....

Kiedy wreszcie przyjaciółka podrzuciła mnie pod mój blok, odebrałam kolejny telefon od mamy i spokojnie mogłam jej powiedzieć, że już zaraz się zobaczymy:)
Czytaj dalej »

TOP 3 w lutym

Luty by dla mnie miesiącem pełnym emocji, pozytywnych i negatywnych... Dziś krótkie podsumowanie z trzema rzeczami, którę chce Wam szczególnie polecić.

NAJLEPSZY FILM: Jack Strong - film o Ryszardzie Kuklińskim, który miałam okazję zobaczyć w kinie podczas wizyty w Polsce. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, akcja jest wartka, cały czas trzyma w napięciu, pomimo skomplikowanej historii łatwo się we wszytkim połapać. Dodatkowo uważam, że Marcin Dorociński świetnie spisał się w głównej roli. Mój stosunek do osoby pułkownika Kuklińskiego jest raczej obojętny, ale sam film zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.



NAJLEPSZA PIOSENKA: Flawless - Beyonce - pewnie wszyscy macie już po dziurki w nosie najnowszej płyty Beyonce, ale nie da się ukryć, że królowała ona u mnie w ostatnim miesiącu. Szczególnie przypadł mi do gustu klip Flawless,którego nota bene strasznie się naszukałam, ponieważ Youtube z jakiś dziwnych przyczyn przestał go wyświetlać. Podoba mi się ta zadziorna wersja B. Macie swoją ulubioną piosenkę z tej płyty?

NAJLEPSZY ZAKUP: szalik w panterkę H&M - od kilku lat marzył mi się taki dodatek! Uwielbiam centki, zwłaszcza kiedy pojawiają sie jako akcent np na butach, pasku czy torebce. Jak już wielokrotnie się żaliłam, na Cyprze nie ma H&M, dlatego zawsze będąc w PL ten sklep to mój faworyt. Z tego co pamiętam szalik kosztował 22zł i pochodzi z obecnej kolekcji. Uwielbiam go, ponieważ idealnie podkręca każdy codzienny outfit, pasuje do wszystkiego i sprawdzi się nie tylko na wiosnę, ale również w lecie :) mrrrrrau


Jacy byli Wasi ulubieńcy lutego?
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 Lemessoss , Blogger